Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 marca 2014

zasypani pomidorami


Jak obiecaliśmy- dzisiaj opowiemy co zrobić kiedy ma się w domu ponad 10kg pomidorów, które nie mogą spokojnie czekać.


było ich jeszcze więcej...

Jasne, obiady przez kilka dni bazowały na pomidorach, na słowa "coś bym zjadł/a" jedno drugiemu odpowiadało "jedz pomidory!", trochę zostało rozdane. ale dalej istniało ryzyko, że chcąc wyciągnąć kubek z szafki spadnie na ciebie czerwona lawina (lub coś w tym stylu.)

tak więc- krok pierwszy:

1. POMIDORY SUSZONE

już kiedyś zrobiliśmy kilka na próbę i okazało się, że niczym nie ustępują tym kupnym, za które trzeba zapłacić sporą sumę. a "słońce toskani" można z powodzeniem zastąpić... grzejnikiem.
co należy zrobić?

  • umyte pomidorki kroimy na pół wydrążając wtętrze łyżką tak, aby przy skórce zostało ok. 0,5cm twardego miąższu (absolutnie nie wyrzucamy wydrążonych środków! wrzucamy do garnka i czekamy na dalsze instrukcje)
  • wydrążone pomidory kładziemy na grzejniku skórką do góry i zostawiamy
 
 przez parę dni nie mieliśmy wolnego grzejnika w domu...

  • po mniej więcej dwóch dniach pomidorki należy zacząć obracać i obserwować- może któryś zacznie pleśnieć, albo już wyschnie całkowicie.
  • kiedy wyschną, pomarszczą się i będą twarde jak podeszwa- są gotowe!
 
 
  • przed jedzeniem namorczyć przez jakiś czas w wrzątku, a następnie wrzucić do zalewy z oliwy, soli i ulubionych ziół- smacznego!

gotowy do jedzenia- u nas ze świeżym oregano podany na sałacie i selerze naciowym- wszystko 100% freegan ;)

2. PRZECIER POMIDOROWY

Chcesz zupę albo sos pomidorowy, a w zasięgu wzroku ani jednego pomidora? trzeba być zapobiegliwym i zachować je póki są!

  • weź garnek do którego odkładałeś wnętrza z wydrążonych pomidorów (jeśli nie robiłeś wcześniej suszonych pomiń ten punkt i przejdź do następnego)
 
 
  • dodaj jeszcze całych pomidorów, krojąc je jedynie na mniejsze kawałki. posól nieco i ustaw na palniku.
  • gotuj intensywnie, mieszając co jakiś czas. jednak nie odparowuj zbynio, przecier powinien być dosyć płynny. 
zapach roznoszący się po kuchni o tej porze roku był obłędny

  • umyj i wyparz słoiki. do gorących nalewaj przecier (też musi być bardzo gorący, inaczej istnieje ryzyko, że przetwór się nie zapasteryzuje!), mocno zakręć i odwróć dnem do góry. kiedy słoiki ostygną można schować do spiżarki i cieszyć się z wykonanje pracy ;)
3. DOMOWY KECZUP/ SOS ZIOŁOWY

tutaj postępujemy podobnie jak przy przecierze, przynajmniej na początku. ale kluczową rolę odgrywają tutaj dodatki (a te zależą głównie od wyobraźni i tego co znajdziecie w kuchni:) ) i to czy odpowiednio keczup odparujecie- w przeciwieństwie do przecieru ten ma być gęsty.

  • pokrojone na kawałki pomidory dusimy często mieszając, aby jak najbardziej odparowały.
  • w między czasie przygotowujemy dodatki- my użyliśmy soku wyciśniętego z granatów (kwaskowate owoce w takich przetworach świetnie się komponują, przy poprzednim sosiku użyliśmy jabłka)



  • pestki z granatu miksujemy blenderem i przecieramy przez sitko



                                                    czasem trzeba sobie umilić pracę, a soczku wyszło dużo...
  •  aby keczup  był aromatyczny warto dodać opaloną cebulę, którą potem miksujemy z odparowanymi pomidorami


  •  i najważniejsze- zioła! po koniec gotowania daliśmy tymianek

     a tuż przed blendowaniem- oregano


    oczywiście kwestie doprawienia pozostawiamy waszym gustom- nie zapomnijcie jedynie o occie (u nas był to wszędobylski, wspominany już ocet jabłkowy)

    tak jak w przypadku przecieru- do wyparzonych słoiczków wlewamy gorący keczup, zakręcamy, odwracamy- i mamy cudomny sos do wszystkiego!


     

    Mamy nadzieję, że inspiracje komuś się przydadzą, a zdjęcia zachęcą do wprowadzenia recyklingu w życie :)
    pozdrawiamy i wracamy z kolejnymi plonami już niedługo!

poniedziałek, 3 marca 2014

o zbiorach, czyli skąd biorą się freegańskie przysmaki

zdobyliśmy kabel do aparatu więc ruszamy ponownie!

dzisiaj opowiemy (i pokażemy) Wam jak działa freeganizm poza kuchnią czy też od strony technicznej, jak kto woli.

Naszym głównym źródłem zaopatrzenia jest giełda rolna, tzw. TARGPIAST, we wrocławiu (w innych miastach raczej inne miejsca będą odpowiednie). Zasada jest prosta- im wcześniej się pojawisz, tym większa szansa, że wyjdziesz zadowolony. My staramy się zawsze wyspać, także na giełdę docieramy ok. 11:00 i wtedy konkurencja (emeryci i renciści sprzedający warzywa na rogach ulic) szaleje w najlepsze. Ale i tak zawsze coś się trafi :) Poza tym zawsze pozostają śmietniki przy marketach i dyskontach spożywczych, o ile nie są zamykane (chociaż kiedyś znaleźliśmy worek jedzenia wyrzuconego z popularnej sieci sklepów z płazem w logo na zwykłym śmietniku...)

Dokumentację którą tu zaprezentujemy zrobiliśmy w dniu, kiedy powoli traciliśmy nadzieję na znalezienie czegoś sensownego- po obejściu połowy giełdy znaleźliśmy główkę sałaty i kilka liczi.

Sprawdzamy kolejny kubeł prawie pewni, że znajdziemy tam kupę zgnilizny lub po prostu stertę worków...



... a tu miła niespodzianka!



Jedliście mango kupione w sklepie? Jest twarde, nie chce odchodzić od pestki, a w smaku często dominuje goryczka. Mango które ląduje w śmietniku, bo nie nadaje się do sprzedaży jest mięciutkie do tego stopnia, że nie trzeba używać noża, sok cieknie między palcami a smak to czysta słodycz! aromat wypełnia całą kuchnię (jako, że nieco później znaleźliśmy pogniecionego banana, to w domu powstało smoothie mango-banan i był to jeden z lepszych deserów jaki jedliśmy).
Po wyłowieniu mango było coraz lepiej. Wspomniane liczi rozmnożyły się w cudowny sposób.





Jak widać były też pomidory- choć to dopiero preludium :)

Kolejny kubeł- kolejne, czasem pojedyncze znaleziska. A to kilka marchewek, a to pomarańcz. Plecaki coraz cięższe, a reklamówki się kończą. Bo nagle ostatnie kilka śmietników może okazać się prawdziwym warzywno-owocowym eldorado :3








Czasami trzeba poświęcić nieco czasu, żeby poprzebierać zdobycze, jest się brudnym i niezbyt pachnącym od nurkowania w kuble, ale to się opłaca- dalej widzimy Wojtka w skupieniu obierającego czerwoną cebulę (warto mieć ze sobą nóż)- wyszło ponad kilogram. Dwa razy droższa od białej i niezbyt często jadana- a  przepyszna!





To tak naprawdę niewiele zdjęć- były jeszcze cukinie, które tego samego dnia wylądowały zamarynowane w przyprawach na ognisku




w formie warzywno- sojowych szaszłyczków.





Freeganizm potrafi zaskakiwać, abruzy kojarzą nam się z latem. A tu proszę- pyszny arbuz w lutym. I to absosmerfnie za darmo.





Z połowy powstał sok- polecamy do wódki ;)






Tym letnim akcentem żegnamy się czule. Następnym razem pokażemy Wam pomidory z dzisiejszych łowów :>








wtorek, 4 lutego 2014

mandarynki w słoiku

Na rozgrzewkę postanowiliśmy zaprezentować efekt posiadania reklamówki mandarynek, które trzeba zużyć jak najszybciej (nie wiadomo, co mogło by z nich powstać gdyby pozostawić je same sobie...)

Mandarynki wylądowały w słoiku zalane zalewą miodową.

Czego potrzebowaliśmy?
  • duuuużo mandarynek (zdobycznych, nie kupujcie tylko po to żeby ryzykować nieudany przetwór)
  • trochę wody
  • ocet (w naszym przypadku był to ocet jabłkowy z cydru domowej roboty który nie wyszedł)
  • goździki (... lepiej nie przyznawać się skąd są, przyjmijmy wersję, że po prostu pojawiły się w szafce)
  • imbir (patrz wyżej/ lub znaleźliśmy)
  • suszona skórka z mandarynki (były. z poprzednich znalezionych mandarynek)
  • no i miód- w tym wypadku prezent gwiazdkowy 
    Oczywiście żeby cokolwiek z marynaty wyszło musimy mieć słoiki.Ale to chyba każdy ma, więc nie musimy się martwić o niekompletny warsztat pracy.

Przystępujemy do działania:

Mandarynki obieramy i w całości umieszczamy w wyparzonych słoikach. Składniki zalewy należy zagotować - wody tyle, aby wystarczyło na każdy słoik (każdy może mieć inną pojemność/ilość słoików), w naszym przypadku było to coś ok. litra i tę ilość wody daliśmy 4 łyżki octu i z pięć porządnych łyżek miodu- musi być wyczuwalny. Imbir, goździki i skórka- wg. osobistych upodobań.
Gorącą zalewą zalać mandarynki, porządnie zakręcić, postawić do góry dnem na parę godzin. i gotowe :)

za parę tygodni przetestujemy efekt tego co widać na zdjęciu: