Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 czerwca 2014

buraki, kapusta...

... czyli po dłuższej nieobecności serwujemy wpis CZERWONY.


lato w pełni, wszyscy zajadają się nowalijkami. nas to także nie ominęło!






pewnego wieczoru biedronka zaserwowała nam przecudnej urody botwinkę. cztery pęczki z których odrzuciliśmy tylko tyle (sic!):



Pewnie, że buraczane liście można wykorzystać na wiele niestandardowych sposobów. ale jednak nie ma to jak klasyczna zupa- śmietnik (choćby dla tego za punkt honoru postawiliśmy zrobienie jej tego sezonu ;) )w której gęsto od warzyw, koperku i szczypiorku, z kawałkami młodych ziemniaczków. co zabawne, wszystkie składniki znaleźliśmy razem- taki obiadowy pakiet!

 


Samych buraczków było tyle, że po zrobieniu sałatki, wrzuceniu do zupy jeszcze zostało. Te zostały potraktowane drobną stroną tarki:






A z pomocą przybył korzeń chrzanu:




Potem już tylko cytryna, nieco soli- i wyszedł słoiczek ćwikły:) każda poza roku dobra na ćwikłę.



***


Drugim bohaterem (a właściwie bohaterką) dzisiaj opisywanych kuchennych zmagań jest czerwona kapusta. Przez jakiś czas mieliśmy do niej szczęście  uznaliśmy, że można poeksperymentować a nie w kółko jeść surówkę.
Próba kiszenia niestety się nie powiodła (za to możemy pomyśleć w przyszłości nad chodowlą różnych rodzajów pleśni...)
, ale czerwona kapusta na ciepło okazała się być rewelacyjna.

Krok po kroku:



1. Kapustę szatkujemy, najlepiej jak najdrobnie, gdyż jest twarda. W trakcie krojenia systematycznie ugniatamy w dużej misce, można nieco posolić, żeby skruszała.

Następnie w granku rozgrzewamy niewielką ilość oleju i wrzucamy kapustę.


kiedy zacznie lekko kruszeć i nabierze połysku podlewamy ją odrobiną wody i dusimy.



2. w tym czasie siekamy cebulę i ścieramy jabłko.






Podsmażamy na patelni, kiedy cebulka zacznie się rumienić, a jabłko przyjemnie pachnieć solimy i przerzucamy do garnka z kapustą.






3. kolejny krok, kiedy kapusta zaczyna się robić miękka dodajemy przyprawy- my użyliśmy odrobiny cynamonu i kolendry (poza pieprzem i solą). ale kapustę przede wszystkim trzeba zakwasić. Jako, że w tamtym roku robiliśmy wino ze zdziczałych winogron i wyszło dość cierpkie, to do gotowania nadaje się idealnie- i jego, zamiast octu użyliśmy (na sporą głowkę kapusty poszło koło 3/4 szklanki)
                         

Po tych trzech krokach duszona kapusta zawitała na talerzu w towarzystwie mocno kolendrowych kotlecików.
 

a z czego dokładnie były kotlety? o tym opowiemy we wpisie z kategorii "do it yourself" ;)

poniedziałek, 5 maja 2014

Brokułowo

ten post będzie dotyczyć warzywa które znajdujemy chyba najczęściej (i jest jednym z ulubionych warzyw marysi, która musi się czasami nakombinować, żeby wojtek nie marudził. nie to, żeby go nie lubił ale jego doświadczenie freegańskie jest zgoła dłuższe niż marysiowe i miewał sytuacje, że w domu nie było nic do jedzenia oprócz... kilkunastu brokułów. może się przejeść), więc należy mu się osobny wpis.
                                 

jest to oczywiście jedynie kilka propozycji,nie zawsze pamiętamy o zdjęciach, czasami coś się powtarza lub nie jest na tyle ciekawe żeby się tym chwalić. 

1.KREM BROKUŁOWY

zielony, mocno ziołowy i czosnkowy- jedna z lepszych zup. jeśli macie pod ręką kukurydzę to będzie jeszcze lepsza.

ale zanim powstnie- trzeba ugotować wywar- także marchewkę, pietruche i pora wrzucamy do wody wraz z solą, zielem angielskim, listkiem laurowym i tymiankiem- jest dość twardy, także lepiej go trochę pogotować.


kiedy korzenie nieco zmiękną, a wywar zacznie ładnie pachnieć- wrzucamy różyczki brokuła:




potem to już błysk- bierzemy ząbki czosnku, bazylię i oregano, blender i miksujemy na gładki krem. doprawiamy jeśli trzeba (i wrzucamy kukurydzę jeśli mamy). i szmamy :3




2. BROKUŁ Z CUKINIĄ I KIEŁKAMI



tutaj mamy zestaw iście ze snów marysi- dyskont B. wyrzucił dobrą paczkę kiełków- jedynie z lekkim pęknięciem (widocznym na zdjęciu) i przy okazji- brokuła;)






a w lodówce czekała cukinia. więc przystępujemy do działania!


*brokuła dzielimy na różyczki i gotujemy al dente .

*z cukinii wycinamy "makaron" przy pomocy obieraczki do warzyw (jak ktoś nie ma- my znaleźliśmy, to można użyć jednej ze stron tarki -też się uda)



   *teraz podsmażamy kiełki aż lekko się zrumienią. dodajemy cukinię, czosnek, sól, pieprz i zioła i mieszamy chwilę. wrzucamy wcześniej ugotowanego brokuła, jeszcze chwilkę podgrzewamy.
**






i wcinamy z kaszą/ makaronem/ czym chcemy  (na zdjęciu akurat kasza jaglana, pasowała super, ale kuskus lub makaron byłby do tego wprost idealny)


3. SAŁATKA














Była nie do końca freegańska- część składników dostaliśmy (gdyby wyrzucali groszek czy inne puszki to chyba płakalibyśmy z radości...). Niemniej- był w niej brokuł. a co oprócz niego?


o tym w następnym, zielonym wpisie :D

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

kwiecień- plecień poprzeplata...


... trochę zimy, trochę lata. w tym roku nie jest inaczej- kiedy już wreszcie każdy chce się pożeganać z kurtką i cieszyć słońcem to nagle znów robi się zimno, ponuro i wietrznie.

co najlepiej w takiej sytuacji zrobić?


gorącą zupę!

i to najlepiej mocno rozgrzewającą.
niedawno jeden ze śmietników zaskoczył nas dość niecodziennym korzonkiem w ilości... sporej:




oprócz tego wojtek namiętnie wyławiał tego dnia z każdego kubła pietruszkę (lub pasternak, on lubi się podszywać pod pietruszkę...), więc po obejściu całej giełdy uzbierało się jej trochę:



marysia lekko sceptycznie podeszła do takiej ilości widząc oczami wyobraźni jak jedna po drugiej zaczyna pleśnieć w lodówce (czasami zbiory są obfite i nie mamy takiej mocy przerobowej żeby nie doprowadzić do zepsucia poszczególnych produktów.), a i imbirem trzeba było się dość szybko zainteresować.


więc propozycja na obiad była jasna- krem imbirowo-pietruszkowy
. i to był strzał w dziesiątkę- pyszne, rozgrzewające i sycące.


jak zrobić freegańską zupę z korzeni:


*
obrać i umyć dużą ilość pietruszki i imbiru, dorzucić kawałek marchewki i pora (te są zawsze w naszej lodówce, nie było dnia na giełdzie żeby nie znaleźć chociaż kawałka), pokroić na mniejsze kawałki

*do granka wlać wodę (nie za dużo, zupa ma być gęsta, a w razie czego można nieco dolać), dodać ziele angielskie, liść laurowy (te mamy jeszcze w spadku po kimś)


*wrzucić obrane warzywa i gotować aż będą miękkie, a wywar nabierze aromatu.





* kiedy zmiękną- blendujemy na krem i dodajemy przyprawy- u nas gałka muszkatołowa, lubczyk, ostra papryka (te kupione), sól i pieprz (a te nie ;))




* zupkę jeszcze chwilę bulgotać na małym ogniu
* do smaku zrobić grzanki- można tradycyjne, ale my postawiliśmy na grzanki z selera:

pokrojony w kosteczkę seler natarty olejem, solą i papryką w proszku i przyrumieniony na patelni- cudowny aromat i słodkawy posmak


posypać pietruchą- i jeść. fajnie też smakuje polana jakimś dobrym olejem.


pozdrawiamy i następnym razem pokarzemy jednak coś bardziej wiosennego;)





poniedziałek, 10 marca 2014

zasypani pomidorami


Jak obiecaliśmy- dzisiaj opowiemy co zrobić kiedy ma się w domu ponad 10kg pomidorów, które nie mogą spokojnie czekać.


było ich jeszcze więcej...

Jasne, obiady przez kilka dni bazowały na pomidorach, na słowa "coś bym zjadł/a" jedno drugiemu odpowiadało "jedz pomidory!", trochę zostało rozdane. ale dalej istniało ryzyko, że chcąc wyciągnąć kubek z szafki spadnie na ciebie czerwona lawina (lub coś w tym stylu.)

tak więc- krok pierwszy:

1. POMIDORY SUSZONE

już kiedyś zrobiliśmy kilka na próbę i okazało się, że niczym nie ustępują tym kupnym, za które trzeba zapłacić sporą sumę. a "słońce toskani" można z powodzeniem zastąpić... grzejnikiem.
co należy zrobić?

  • umyte pomidorki kroimy na pół wydrążając wtętrze łyżką tak, aby przy skórce zostało ok. 0,5cm twardego miąższu (absolutnie nie wyrzucamy wydrążonych środków! wrzucamy do garnka i czekamy na dalsze instrukcje)
  • wydrążone pomidory kładziemy na grzejniku skórką do góry i zostawiamy
 
 przez parę dni nie mieliśmy wolnego grzejnika w domu...

  • po mniej więcej dwóch dniach pomidorki należy zacząć obracać i obserwować- może któryś zacznie pleśnieć, albo już wyschnie całkowicie.
  • kiedy wyschną, pomarszczą się i będą twarde jak podeszwa- są gotowe!
 
 
  • przed jedzeniem namorczyć przez jakiś czas w wrzątku, a następnie wrzucić do zalewy z oliwy, soli i ulubionych ziół- smacznego!

gotowy do jedzenia- u nas ze świeżym oregano podany na sałacie i selerze naciowym- wszystko 100% freegan ;)

2. PRZECIER POMIDOROWY

Chcesz zupę albo sos pomidorowy, a w zasięgu wzroku ani jednego pomidora? trzeba być zapobiegliwym i zachować je póki są!

  • weź garnek do którego odkładałeś wnętrza z wydrążonych pomidorów (jeśli nie robiłeś wcześniej suszonych pomiń ten punkt i przejdź do następnego)
 
 
  • dodaj jeszcze całych pomidorów, krojąc je jedynie na mniejsze kawałki. posól nieco i ustaw na palniku.
  • gotuj intensywnie, mieszając co jakiś czas. jednak nie odparowuj zbynio, przecier powinien być dosyć płynny. 
zapach roznoszący się po kuchni o tej porze roku był obłędny

  • umyj i wyparz słoiki. do gorących nalewaj przecier (też musi być bardzo gorący, inaczej istnieje ryzyko, że przetwór się nie zapasteryzuje!), mocno zakręć i odwróć dnem do góry. kiedy słoiki ostygną można schować do spiżarki i cieszyć się z wykonanje pracy ;)
3. DOMOWY KECZUP/ SOS ZIOŁOWY

tutaj postępujemy podobnie jak przy przecierze, przynajmniej na początku. ale kluczową rolę odgrywają tutaj dodatki (a te zależą głównie od wyobraźni i tego co znajdziecie w kuchni:) ) i to czy odpowiednio keczup odparujecie- w przeciwieństwie do przecieru ten ma być gęsty.

  • pokrojone na kawałki pomidory dusimy często mieszając, aby jak najbardziej odparowały.
  • w między czasie przygotowujemy dodatki- my użyliśmy soku wyciśniętego z granatów (kwaskowate owoce w takich przetworach świetnie się komponują, przy poprzednim sosiku użyliśmy jabłka)



  • pestki z granatu miksujemy blenderem i przecieramy przez sitko



                                                    czasem trzeba sobie umilić pracę, a soczku wyszło dużo...
  •  aby keczup  był aromatyczny warto dodać opaloną cebulę, którą potem miksujemy z odparowanymi pomidorami


  •  i najważniejsze- zioła! po koniec gotowania daliśmy tymianek

     a tuż przed blendowaniem- oregano


    oczywiście kwestie doprawienia pozostawiamy waszym gustom- nie zapomnijcie jedynie o occie (u nas był to wszędobylski, wspominany już ocet jabłkowy)

    tak jak w przypadku przecieru- do wyparzonych słoiczków wlewamy gorący keczup, zakręcamy, odwracamy- i mamy cudomny sos do wszystkiego!


     

    Mamy nadzieję, że inspiracje komuś się przydadzą, a zdjęcia zachęcą do wprowadzenia recyklingu w życie :)
    pozdrawiamy i wracamy z kolejnymi plonami już niedługo!