post kiszony!
nadeszła pora, kiedy większość osób kisi ogórki, więc pozbieraliśmy nasze dokonania w dziedzinie kiszenia. przetwory te powstawały na przestrzeni kilku miesięcy, niektórych już nie ma, jednak warto wspomnieć o tym sposobie konserwacji- przydaje się kiedy ilość produktów nas przerasta.
zacznijmy od czosnku niedźwiedziego, który dostaliśmy pewnego dnia wracając z giełdy od nieznajomego ukraińca.
poważnie! zagadał do nas na przystanku i od słowa do słowa doszło do tego, że uznał nas za miłych ludzi i podzielił się swoimi leśnymi zbiorami.
staraliśmy się jeść go jak najwięcej na surowo, ale w między czasie sami znaleźliśmy jakiegoś bliskiego kuzyna tych pysznych liści, toteż najlepszym rozwiązaniem było ukiszenie części z nich- tak aby nic się nie zmarnowało. a, warto wspomnieć, że posiekany i zalany oliwą po paru dniach jest obłędny!
a do kiszenia wystarczyło upychać go w słoiku co jakiś czas przesypując solą i na koniec zalać przegotowaną ostudzoną wodą.
kiedy był gotowy zrobiliśmy z niego zupę a'la ogórkowa.
teraz coś co ostatnimi czasy znajdujemy dość często- zestaw do kiszenia ogórków:
to kawał dobrego zielska! kiedy zabraliśmy się do odzyskiwania delikatnych listków...
... których wyszło całkiem sporo:
pomyśleliśmy, że szkoda wyrzucać tyle łodyg, które może i są twarde, ale pełne aromatu!
posiekaliśmy więc:
i hop do słoja z czosnkiem i solą- będzie super baza pod zupę:)
przy tym punkcie jest nam przykro, bo z tej kiszonki niestety najbardziej spektakularny okazał się gruby kożuch pleśni. szkoda, bo mieliśmy taką ładną kapustę:
którą czule gnietliśmy z jabłuszkiem:
i słój przestronny daliśmy:
i gdzieś wkradł się błąd. ale nie zniechęcajcie się, wiemy, że to może wyjśc i jest bardzo smaczne. jeszcze kiedyś spróbujemy.
warto teraz wspomnieć o poprzednim lokatorze tego słoja- był nim zakwas buraczany. mieliśmy okazję go nastawić, kiedy zimą przynieśliśmy ogromnie dużo buraków. a zima to taki okres, że chce się gorącego barszczyku (przynajmniej nam).
tutaj surowe buraczki należy pokroić w plastry, dodać czosnek, sól, pieprz i majeranek (niektórzy dodają skórkę razowego chleba, ale nie jest to konieczne), zalać wodą i odstwić w ciepłe miejsce.
po jakimś czasie buraczki są miękkie,
a płyn ciemny, aromatyczny i niezykle zdrowy! jeśli jeszcze nie jedliście barszczu na zakwasie to gorąco radzimy, aby nadrobić zaległości.
kolejny zakwas bynajmniej nie jest naszej produkcji, ale pojawił się u nas w kuchni z wiadomego źródła:
marysia trochę kręci nosem na żur, ale była to opcja na szybki obiad. bo wystarczyło pokroić włoszczyznę (z tym wyszło biednie, bo była tylko marchewka i por. i łodyżka z zielonej pietruszki >.<)
pogotować chwilę z zielem angielskim i listkiem laurowym. po jakimś czasie dodać ziemniaczki w kostkę pokrojone i gotować do miękkości. w tym czasie siekamy i posmażamy cebulkę z czosnkiem (u nas pojawił się bonus w postaci pieczarki- mieliśmy ich tyle, że lądowały wszędzie)
dopiero kiedy ziemniaki są miękkie wlewamy do wywaru zakwas- w kwaśnym ziemniak pozostanie surowy! zagotowujemy, doprawiamy majerankiem, solą, pieprzem i wrzucamy podsmażone dodatki:
wyłączamy i dodajemy starty/zmiażdżony/wyciśnięty czosnek.
i zajadamy- można z jajcy, można bez- ale kromka razowca pasuje idealnie!
a tu- mała zapowiedź. przetwór który kisimy cyklicznie, uwielbiamy i przedstawimy w kolejnym poście przenosząc się kulinarnie w stonę azji ;)
co znajdziemy- przerobimy w coś pysznego, a resztę dokupimy na przecenie. kuchnia wojtka i marysi, czyli robienie cudów z tony nikomu niepotrzebnych rzeczy lub najedzenie się pustką w szafce- zawsze wychodzi pysznie. popieramy wszelkie formy freeganizmu i wykorzystywania wszystkiego do końca. lubimy się bawić, a kuchnia to plac zabaw.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 sierpnia 2014
poniedziałek, 10 marca 2014
zasypani pomidorami
było ich jeszcze więcej...
Jasne, obiady przez kilka dni bazowały na pomidorach, na słowa "coś bym zjadł/a" jedno drugiemu odpowiadało "jedz pomidory!", trochę zostało rozdane. ale dalej istniało ryzyko, że chcąc wyciągnąć kubek z szafki spadnie na ciebie czerwona lawina (lub coś w tym stylu.)
tak więc- krok pierwszy:
1. POMIDORY SUSZONE
1. POMIDORY SUSZONE
już kiedyś zrobiliśmy kilka na próbę i okazało się, że niczym nie ustępują tym kupnym, za które trzeba zapłacić sporą sumę. a "słońce toskani" można z powodzeniem zastąpić... grzejnikiem.
co należy zrobić?
co należy zrobić?
- umyte pomidorki kroimy na pół wydrążając wtętrze łyżką tak, aby przy skórce zostało ok. 0,5cm twardego miąższu (absolutnie nie wyrzucamy wydrążonych środków! wrzucamy do garnka i czekamy na dalsze instrukcje)
- wydrążone pomidory kładziemy na grzejniku skórką do góry i zostawiamy
przez parę dni nie mieliśmy wolnego grzejnika w domu...
- po mniej więcej dwóch dniach pomidorki należy zacząć obracać i obserwować- może któryś zacznie pleśnieć, albo już wyschnie całkowicie.
- kiedy wyschną, pomarszczą się i będą twarde jak podeszwa- są gotowe!
- przed jedzeniem namorczyć przez jakiś czas w wrzątku, a następnie wrzucić do zalewy z oliwy, soli i ulubionych ziół- smacznego!
gotowy do jedzenia- u nas ze świeżym oregano podany na sałacie i selerze naciowym- wszystko 100% freegan ;)
2. PRZECIER POMIDOROWY
Chcesz zupę albo sos pomidorowy, a w zasięgu wzroku ani jednego pomidora? trzeba być zapobiegliwym i zachować je póki są!
- weź garnek do którego odkładałeś wnętrza z wydrążonych pomidorów (jeśli nie robiłeś wcześniej suszonych pomiń ten punkt i przejdź do następnego)
- dodaj jeszcze całych pomidorów, krojąc je jedynie na mniejsze kawałki. posól nieco i ustaw na palniku.
- gotuj intensywnie, mieszając co jakiś czas. jednak nie odparowuj zbynio, przecier powinien być dosyć płynny.
zapach roznoszący się po kuchni o tej porze roku był obłędny
- umyj i wyparz słoiki. do gorących nalewaj przecier (też musi być bardzo gorący, inaczej istnieje ryzyko, że przetwór się nie zapasteryzuje!), mocno zakręć i odwróć dnem do góry. kiedy słoiki ostygną można schować do spiżarki i cieszyć się z wykonanje pracy ;)
3. DOMOWY KECZUP/ SOS ZIOŁOWY
tutaj postępujemy podobnie jak przy przecierze, przynajmniej na początku. ale kluczową rolę odgrywają tutaj dodatki (a te zależą głównie od wyobraźni i tego co znajdziecie w kuchni:) ) i to czy odpowiednio keczup odparujecie- w przeciwieństwie do przecieru ten ma być gęsty.
tutaj postępujemy podobnie jak przy przecierze, przynajmniej na początku. ale kluczową rolę odgrywają tutaj dodatki (a te zależą głównie od wyobraźni i tego co znajdziecie w kuchni:) ) i to czy odpowiednio keczup odparujecie- w przeciwieństwie do przecieru ten ma być gęsty.
- pokrojone na kawałki pomidory dusimy często mieszając, aby jak najbardziej odparowały.
- w między czasie przygotowujemy dodatki- my użyliśmy soku wyciśniętego z granatów (kwaskowate owoce w takich przetworach świetnie się komponują, przy poprzednim sosiku użyliśmy jabłka)
- pestki z granatu miksujemy blenderem i przecieramy przez sitko
czasem trzeba sobie umilić pracę, a soczku wyszło dużo...
- aby keczup był aromatyczny warto dodać opaloną cebulę, którą potem miksujemy z odparowanymi pomidorami
- i najważniejsze- zioła! po koniec gotowania daliśmy tymianek
a tuż przed blendowaniem- oregano
oczywiście kwestie doprawienia pozostawiamy waszym gustom- nie zapomnijcie jedynie o occie (u nas był to wszędobylski, wspominany już ocet jabłkowy)
tak jak w przypadku przecieru- do wyparzonych słoiczków wlewamy gorący keczup, zakręcamy, odwracamy- i mamy cudomny sos do wszystkiego!
Mamy nadzieję, że inspiracje komuś się przydadzą, a zdjęcia zachęcą do wprowadzenia recyklingu w życie :)
pozdrawiamy i wracamy z kolejnymi plonami już niedługo!
Etykiety:
domowe,
freeganizm,
granat,
oliwa,
pomidory,
przepisy,
przetwory,
sos,
suszone pomidorki,
śmietnik,
wegańskie,
wege,
wegetariańskie,
zakopane,
zdrowe,
zebra,
zioła,
zupa
wtorek, 4 lutego 2014
mandarynki w słoiku
Na rozgrzewkę postanowiliśmy zaprezentować efekt posiadania reklamówki mandarynek, które trzeba zużyć jak najszybciej (nie wiadomo, co mogło by z nich powstać gdyby pozostawić je same sobie...)
Mandarynki wylądowały w słoiku zalane zalewą miodową.
Czego potrzebowaliśmy?
Przystępujemy do działania:
Mandarynki obieramy i w całości umieszczamy w wyparzonych słoikach. Składniki zalewy należy zagotować - wody tyle, aby wystarczyło na każdy słoik (każdy może mieć inną pojemność/ilość słoików), w naszym przypadku było to coś ok. litra i tę ilość wody daliśmy 4 łyżki octu i z pięć porządnych łyżek miodu- musi być wyczuwalny. Imbir, goździki i skórka- wg. osobistych upodobań.
Gorącą zalewą zalać mandarynki, porządnie zakręcić, postawić do góry dnem na parę godzin. i gotowe :)
za parę tygodni przetestujemy efekt tego co widać na zdjęciu:
Mandarynki wylądowały w słoiku zalane zalewą miodową.
Czego potrzebowaliśmy?
- duuuużo mandarynek (zdobycznych, nie kupujcie tylko po to żeby ryzykować nieudany przetwór)
- trochę wody
- ocet (w naszym przypadku był to ocet jabłkowy z cydru domowej roboty który nie wyszedł)
- goździki (... lepiej nie przyznawać się skąd są, przyjmijmy wersję, że po prostu pojawiły się w szafce)
- imbir (patrz wyżej/ lub znaleźliśmy)
- suszona skórka z mandarynki (były. z poprzednich znalezionych mandarynek)
- no i miód- w tym wypadku prezent gwiazdkowy
Przystępujemy do działania:
Mandarynki obieramy i w całości umieszczamy w wyparzonych słoikach. Składniki zalewy należy zagotować - wody tyle, aby wystarczyło na każdy słoik (każdy może mieć inną pojemność/ilość słoików), w naszym przypadku było to coś ok. litra i tę ilość wody daliśmy 4 łyżki octu i z pięć porządnych łyżek miodu- musi być wyczuwalny. Imbir, goździki i skórka- wg. osobistych upodobań.
Gorącą zalewą zalać mandarynki, porządnie zakręcić, postawić do góry dnem na parę godzin. i gotowe :)
za parę tygodni przetestujemy efekt tego co widać na zdjęciu:
Etykiety:
freeganizm,
freegańskie,
gotowanie,
imbir,
kuchnia,
mandarynki,
miód,
niedźwiedzie,
ocet,
przepisy,
przetwory,
smaczne,
tanie,
wege,
wegetariańskie
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































