Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 marca 2014

o zbiorach, czyli skąd biorą się freegańskie przysmaki

zdobyliśmy kabel do aparatu więc ruszamy ponownie!

dzisiaj opowiemy (i pokażemy) Wam jak działa freeganizm poza kuchnią czy też od strony technicznej, jak kto woli.

Naszym głównym źródłem zaopatrzenia jest giełda rolna, tzw. TARGPIAST, we wrocławiu (w innych miastach raczej inne miejsca będą odpowiednie). Zasada jest prosta- im wcześniej się pojawisz, tym większa szansa, że wyjdziesz zadowolony. My staramy się zawsze wyspać, także na giełdę docieramy ok. 11:00 i wtedy konkurencja (emeryci i renciści sprzedający warzywa na rogach ulic) szaleje w najlepsze. Ale i tak zawsze coś się trafi :) Poza tym zawsze pozostają śmietniki przy marketach i dyskontach spożywczych, o ile nie są zamykane (chociaż kiedyś znaleźliśmy worek jedzenia wyrzuconego z popularnej sieci sklepów z płazem w logo na zwykłym śmietniku...)

Dokumentację którą tu zaprezentujemy zrobiliśmy w dniu, kiedy powoli traciliśmy nadzieję na znalezienie czegoś sensownego- po obejściu połowy giełdy znaleźliśmy główkę sałaty i kilka liczi.

Sprawdzamy kolejny kubeł prawie pewni, że znajdziemy tam kupę zgnilizny lub po prostu stertę worków...



... a tu miła niespodzianka!



Jedliście mango kupione w sklepie? Jest twarde, nie chce odchodzić od pestki, a w smaku często dominuje goryczka. Mango które ląduje w śmietniku, bo nie nadaje się do sprzedaży jest mięciutkie do tego stopnia, że nie trzeba używać noża, sok cieknie między palcami a smak to czysta słodycz! aromat wypełnia całą kuchnię (jako, że nieco później znaleźliśmy pogniecionego banana, to w domu powstało smoothie mango-banan i był to jeden z lepszych deserów jaki jedliśmy).
Po wyłowieniu mango było coraz lepiej. Wspomniane liczi rozmnożyły się w cudowny sposób.





Jak widać były też pomidory- choć to dopiero preludium :)

Kolejny kubeł- kolejne, czasem pojedyncze znaleziska. A to kilka marchewek, a to pomarańcz. Plecaki coraz cięższe, a reklamówki się kończą. Bo nagle ostatnie kilka śmietników może okazać się prawdziwym warzywno-owocowym eldorado :3








Czasami trzeba poświęcić nieco czasu, żeby poprzebierać zdobycze, jest się brudnym i niezbyt pachnącym od nurkowania w kuble, ale to się opłaca- dalej widzimy Wojtka w skupieniu obierającego czerwoną cebulę (warto mieć ze sobą nóż)- wyszło ponad kilogram. Dwa razy droższa od białej i niezbyt często jadana- a  przepyszna!





To tak naprawdę niewiele zdjęć- były jeszcze cukinie, które tego samego dnia wylądowały zamarynowane w przyprawach na ognisku




w formie warzywno- sojowych szaszłyczków.





Freeganizm potrafi zaskakiwać, abruzy kojarzą nam się z latem. A tu proszę- pyszny arbuz w lutym. I to absosmerfnie za darmo.





Z połowy powstał sok- polecamy do wódki ;)






Tym letnim akcentem żegnamy się czule. Następnym razem pokażemy Wam pomidory z dzisiejszych łowów :>








czwartek, 6 lutego 2014

kapusta NIEstandardowa

... przynajmniej nie w polsce ;)

Zgrabna główka białej kapusty zalegała w spiżarce (było ich więcej), więc w końcu postanowiliśmy się nią zająć.
ale ile można wcinać surówkę albo gotować zupę?

także dziś na obiad kapusta wystąpiła w nieco innym charakterze.

co do niej mieliśmy?

  • marchewkę (z tego samego źródła co kapusta, czyli z giełdowego śmietnika)
  • rodzynki (z biedronkowego śmietnika)
  • kolendra, pieprz (gdzieś znaleźliśmy)
  • kurkuma, ostra papryka (kupione prawie za nic, bo upływał termin ważności (?!))
  • kminek, sól, olej (te akurat kupione)
  • ocet jabłkowy (jak wspomnieliśmy w poprzedniej notce- miał być domowym cydrem z założenia)
przystępujemy do działania:

Kapustę siekamy, najlepiej dużym nożem lub tasakiem. Marchewkę kroimy w paseczki, o tak:




następnie na suchej patelni podprażamy kolendrę z ostrą papryką, lejemy trochę oleju i wrzucamy marchewkę z rodzynkami. stale mieszamy, żeby się nie przypaliło. jak marchewka zmięknie, to przerzucamy do garnka.  teraz na patelni podprażamy kurkumę z kminkiem i kolendrą, dodajemy jeszcze trochę oleju i kapustę. smażymy przez chwilę, żeby była lekko twarda i przerzucamy do garnka z marchewką.



teraz podlewamy lekko wodą, dosmaczamy solą, pieprzem i octem jabłkowym. dusimy jakieś 7 minut. (w razie potrzeby oczywiście dodajmy wcześniej użyte przyprawy).
My dodaliśmy jeszcze zieloną soczewicę (ugotowaną osobno) i natkę pietruszki. 

I tak oto powstała  aromatyczna i pyszna potrawa za... niecałe 2 złote?





wtorek, 4 lutego 2014

mandarynki w słoiku

Na rozgrzewkę postanowiliśmy zaprezentować efekt posiadania reklamówki mandarynek, które trzeba zużyć jak najszybciej (nie wiadomo, co mogło by z nich powstać gdyby pozostawić je same sobie...)

Mandarynki wylądowały w słoiku zalane zalewą miodową.

Czego potrzebowaliśmy?
  • duuuużo mandarynek (zdobycznych, nie kupujcie tylko po to żeby ryzykować nieudany przetwór)
  • trochę wody
  • ocet (w naszym przypadku był to ocet jabłkowy z cydru domowej roboty który nie wyszedł)
  • goździki (... lepiej nie przyznawać się skąd są, przyjmijmy wersję, że po prostu pojawiły się w szafce)
  • imbir (patrz wyżej/ lub znaleźliśmy)
  • suszona skórka z mandarynki (były. z poprzednich znalezionych mandarynek)
  • no i miód- w tym wypadku prezent gwiazdkowy 
    Oczywiście żeby cokolwiek z marynaty wyszło musimy mieć słoiki.Ale to chyba każdy ma, więc nie musimy się martwić o niekompletny warsztat pracy.

Przystępujemy do działania:

Mandarynki obieramy i w całości umieszczamy w wyparzonych słoikach. Składniki zalewy należy zagotować - wody tyle, aby wystarczyło na każdy słoik (każdy może mieć inną pojemność/ilość słoików), w naszym przypadku było to coś ok. litra i tę ilość wody daliśmy 4 łyżki octu i z pięć porządnych łyżek miodu- musi być wyczuwalny. Imbir, goździki i skórka- wg. osobistych upodobań.
Gorącą zalewą zalać mandarynki, porządnie zakręcić, postawić do góry dnem na parę godzin. i gotowe :)

za parę tygodni przetestujemy efekt tego co widać na zdjęciu: