Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzotyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzotyczne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 marca 2014

owocowo nam

Marysia postanowiła opublikować mały wpis owocowy- jako, że tych przynosimy całkiem sporo, a zazwyczaj są zjadane w formie nieprzetworzonej (pomijając fakt robienia powideł z przemarzniętych śliwek w środku grudnia...), to nie ma miejsca na post o konkretach :)


Prezentowaliśmy co prawda dostojnego arbuza czy pokaźną gromadkę liczi- ale uwierzcie, że to kropla w morzu! Bo widok takiej ilości mandarynek gościł u nas przez całą zimę, do znudzenia:


winogrona w takim stanie to rzadkość, ale jaka radość kiedy są ;)





Pod mandarynkami czai się pomarańcza- ale zazwyczaj było ich więcej:


Jednak czasami zanim dowieziemy owoce do domu w trasporcie nieco... tracą kształt. I co wtedy należy zrobić? To co marysia lubi najbardziej czyli wszelkiej maści koktajle, musy, smoothie, etc. I na ten przykład:


  • bierzemy pogniecione kiwi, lekko rozpaćkane truskawki (które w sumie o tej porze roku mają tylko zapach...)
  • wrzucamy do wysokiego naczynia, łapiemy za mikser/ blender/ zgniatamy ręką


  • i tak oto powstaje pyszna bomba witaminowa, która przechowa się dłużej niż pognieciony owoc:


Przy smoothie będąc- udokumentowałam też prze-słodki i prze-pachnący powiew lata:




Który składał się z bananów :



Oraz miksu malinowo- truskawkowego:


(tego dnia przytargaliśmy też bazylię w doniczce, to parę listków też w musie wylądowało- dobre połączenie!)


Nie samymą egzotyką czy ekstrawagancją owocową freeganin żyje- truskawki o tej porze roku nie są najlepsze, a cytrusy mogą się w końcu przejeść. Dlatego z radością reagujemy na takie znaleziska:
  (z lewej wygląda co prawda pomelo- ostatnio stały element odwiedzin na targu.)

Cóż więcej można dodać? Może tylko tyle, że słodyczy i witamin przez zimę nam nie brakowało. I to bez łykania drogich pigułek, tylko jedząc za darmo coś, co ktoś uznał za zbędne...































poniedziałek, 3 marca 2014

o zbiorach, czyli skąd biorą się freegańskie przysmaki

zdobyliśmy kabel do aparatu więc ruszamy ponownie!

dzisiaj opowiemy (i pokażemy) Wam jak działa freeganizm poza kuchnią czy też od strony technicznej, jak kto woli.

Naszym głównym źródłem zaopatrzenia jest giełda rolna, tzw. TARGPIAST, we wrocławiu (w innych miastach raczej inne miejsca będą odpowiednie). Zasada jest prosta- im wcześniej się pojawisz, tym większa szansa, że wyjdziesz zadowolony. My staramy się zawsze wyspać, także na giełdę docieramy ok. 11:00 i wtedy konkurencja (emeryci i renciści sprzedający warzywa na rogach ulic) szaleje w najlepsze. Ale i tak zawsze coś się trafi :) Poza tym zawsze pozostają śmietniki przy marketach i dyskontach spożywczych, o ile nie są zamykane (chociaż kiedyś znaleźliśmy worek jedzenia wyrzuconego z popularnej sieci sklepów z płazem w logo na zwykłym śmietniku...)

Dokumentację którą tu zaprezentujemy zrobiliśmy w dniu, kiedy powoli traciliśmy nadzieję na znalezienie czegoś sensownego- po obejściu połowy giełdy znaleźliśmy główkę sałaty i kilka liczi.

Sprawdzamy kolejny kubeł prawie pewni, że znajdziemy tam kupę zgnilizny lub po prostu stertę worków...



... a tu miła niespodzianka!



Jedliście mango kupione w sklepie? Jest twarde, nie chce odchodzić od pestki, a w smaku często dominuje goryczka. Mango które ląduje w śmietniku, bo nie nadaje się do sprzedaży jest mięciutkie do tego stopnia, że nie trzeba używać noża, sok cieknie między palcami a smak to czysta słodycz! aromat wypełnia całą kuchnię (jako, że nieco później znaleźliśmy pogniecionego banana, to w domu powstało smoothie mango-banan i był to jeden z lepszych deserów jaki jedliśmy).
Po wyłowieniu mango było coraz lepiej. Wspomniane liczi rozmnożyły się w cudowny sposób.





Jak widać były też pomidory- choć to dopiero preludium :)

Kolejny kubeł- kolejne, czasem pojedyncze znaleziska. A to kilka marchewek, a to pomarańcz. Plecaki coraz cięższe, a reklamówki się kończą. Bo nagle ostatnie kilka śmietników może okazać się prawdziwym warzywno-owocowym eldorado :3








Czasami trzeba poświęcić nieco czasu, żeby poprzebierać zdobycze, jest się brudnym i niezbyt pachnącym od nurkowania w kuble, ale to się opłaca- dalej widzimy Wojtka w skupieniu obierającego czerwoną cebulę (warto mieć ze sobą nóż)- wyszło ponad kilogram. Dwa razy droższa od białej i niezbyt często jadana- a  przepyszna!





To tak naprawdę niewiele zdjęć- były jeszcze cukinie, które tego samego dnia wylądowały zamarynowane w przyprawach na ognisku




w formie warzywno- sojowych szaszłyczków.





Freeganizm potrafi zaskakiwać, abruzy kojarzą nam się z latem. A tu proszę- pyszny arbuz w lutym. I to absosmerfnie za darmo.





Z połowy powstał sok- polecamy do wódki ;)






Tym letnim akcentem żegnamy się czule. Następnym razem pokażemy Wam pomidory z dzisiejszych łowów :>








czwartek, 6 lutego 2014

kapusta NIEstandardowa

... przynajmniej nie w polsce ;)

Zgrabna główka białej kapusty zalegała w spiżarce (było ich więcej), więc w końcu postanowiliśmy się nią zająć.
ale ile można wcinać surówkę albo gotować zupę?

także dziś na obiad kapusta wystąpiła w nieco innym charakterze.

co do niej mieliśmy?

  • marchewkę (z tego samego źródła co kapusta, czyli z giełdowego śmietnika)
  • rodzynki (z biedronkowego śmietnika)
  • kolendra, pieprz (gdzieś znaleźliśmy)
  • kurkuma, ostra papryka (kupione prawie za nic, bo upływał termin ważności (?!))
  • kminek, sól, olej (te akurat kupione)
  • ocet jabłkowy (jak wspomnieliśmy w poprzedniej notce- miał być domowym cydrem z założenia)
przystępujemy do działania:

Kapustę siekamy, najlepiej dużym nożem lub tasakiem. Marchewkę kroimy w paseczki, o tak:




następnie na suchej patelni podprażamy kolendrę z ostrą papryką, lejemy trochę oleju i wrzucamy marchewkę z rodzynkami. stale mieszamy, żeby się nie przypaliło. jak marchewka zmięknie, to przerzucamy do garnka.  teraz na patelni podprażamy kurkumę z kminkiem i kolendrą, dodajemy jeszcze trochę oleju i kapustę. smażymy przez chwilę, żeby była lekko twarda i przerzucamy do garnka z marchewką.



teraz podlewamy lekko wodą, dosmaczamy solą, pieprzem i octem jabłkowym. dusimy jakieś 7 minut. (w razie potrzeby oczywiście dodajmy wcześniej użyte przyprawy).
My dodaliśmy jeszcze zieloną soczewicę (ugotowaną osobno) i natkę pietruszki. 

I tak oto powstała  aromatyczna i pyszna potrawa za... niecałe 2 złote?