Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chleb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chleb. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 października 2014

z wielu pieców się jadło chleb...

...i bułeczki.
dzisiaj przysypiemy Was pieczywem. nie ma co się rozpisywać, po prostu zobaczcie ile tego wyrzucają dyskonty. następnie pomnóżcie przez [DUŻO], bo 3/4 z nich zamyka kubły na cztery spusty lub ma zgniatarki do żywności w których ląduje wszystko jak leci.

wróćmy do tych bułeczek zatem. grahamkę?


czy dyniową może?


a może wolicie złasuchować pączuszka lub drożdżówkę?


ale tytułowy bohater czeka. żytyni, na zakwasie...
 tam są banany! <3

lub jak kto woli z dużą ilością słonecznika- wyborny z pastą z awokado i pomidorem:
jak widzicie-  nie trzeba zatykać nosa i grzebać w śmieciach. taki wór by się tam pewnie nawet nie zmieścił.

w domu wygląda to następująco:

 ciemny, jasny, bagietki, rogale...


czasami też nieco inny:



a wiecie, że bagietki poniżej były jeszcze ciepłe?  ktoś uznał, że zbytnio się zarumieniły i zamiast na pułkę zapakował do dużego worka na odpady.


cały ten blog ma zwiększyć świadomość i wrażliwość na problem marnowania jedzenia. ale te zdjęcia dobitnie pokazują jak niedorzeczna jest polityka naszych czasów. szanujcie to co macie. i miejcie tyle ile potrzebujecie:) pozdrawiamy, przygotujcie się na powiew lata w kolejnym wpisie!

niedziela, 7 września 2014

freegany na wakacjach


ahoj!

jest nam wstyd i przepraszamy. bardzo zaniedbaliśmy bloga, a nie chcielibyśmy żeby ktokolwiek z naszych czytelników pomyślał, że zapomnieliśmy.
trochę wyjeżdżaliśmy, trochę nie mogliśmy się zabrać- ale zgodnie z obietnicą pokażemy krótką dokumentację zdjęciową weekendowego wyjazdu w góry.

pierwotnie mieliśmy odwiedzić pragę, ale skończyło się na tym, że wylądowaliśmy w dusznikach na festiwalu WPA. i nie żałujemy:)

w domu rozmroziliśmy chleb i kilka bułek, aby mieć co jeść (nigdy nie wiadomo jak długo będiesz machać i czekać aż ktoś przybliży cię do twojego autostopowego celu). do tego słoik czatneju z porzuconych gruszek i brzoskwiń- i tak wyglądała nasza bardzo późna kolacja na polu namiotowym:

na drugi dzień uznaliśmy, że skoro nie dotrzemy do Pragi, to dojedźmy chociaż na zgranicę polsko-czeską i napijmy się piwa.

 radości było wiele.

późnym popołudniem uznaliśmy, że czas na obiad. jak wspomnieliśmy- mieliśmy chleb, ale "nieco" się pokruszył:


zastanawiając się nad wyborem chińska zupka czy ropieścimy się i pójdziemy zjeść jak cywilizowani ludzie "na miasto" minęliśmy biedronkę nieopodal naszego obozowiska...

 chyba po prostu nie bylibyśmy sobą...

 banany, pieczarki, pomidory, awokado, świeża bazylia i tymianek, mango, limonka i winogrona.

na polu namiotowym była kuchnia, z której pozwolona nam skorzystać. może pod względem estetycznym nasz obiad nie był na najwyższym poziomie, a smak odbiegał od tego co robimy w domu bo pieczarki+ pomidory duszone na patelni z ziołami i odrobiną soli to nie jest szczyt marzeń. ale wierzcie- nie był najgorszy, a i dzięki niemu nic z naszego chleba się nie zmarnowało, bo okruszki zalane sosem dzielnie sprawdziły się w roli kaszy:


natomiast śniadanie na drugi dzień było już mistrzowskie.

sałatka owocowa z mango, banana i winogron:
 
pasta z awokado z sokiem z limonki:

 
a do niej świeży pomidor- na chlebie który ostał się w całości:) :


a wojtek odnalazł przyjemnośc w suszeniu winogron z użyciem durszlaka (nie mamy w domu, więc trzeba było się nacieszyć):

kiedy po południu złożyliśmy namiot, pożegnaliśmy się z poznanymi na festiwalu ludźmi i zmierzaliśmy już na drogę z tabliczką "WROCŁAW" zajżeliśmy po raz ostatni za biedronkę...
... i marysia miała szansę po raz pierwszy zjeść papaję.
a i o kolację po przyjeździe do domu się nie martwiliśmy, bo oprócz miłych wspomnień mieliśmy ze sobą papryki, marchew, szczypiorek i jabłka.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

daj się zaskoczyć...

 jakością (jak to sugerowała swego czasu reklama). chociaż sami nie wiemy czy takie marnotrawstwo można nazwać jakością. Tyle dobrego, że mogliśmy z tego skorzystać.


tym razem nie będzie gotowania tylko raport dyskontowy. Pączki, które pokazaliśmy kilka postów temu mogą się schować.  Bo sami zobacznie co się działo przed świętami, kiedy to na duże sklepy spadł przymus dwudniowego zamknięcia:



bułeczki, grahamki, chleby (wzięliśmy 7 bochenków i to było zaledwie kilka z całego kubła), rogaliki i... łosoś. marysia co prawda jest weganką, ale wojtek jeśli znajdzie coś takiego to sobie nie odmówi. także uniósł ponad 10 tacek i zawalił zamrażarnik klnąc pod nosem, że nie ma kilku dodatkowych, bo w śmieciach zostało dużo więcej.
                                        

                                           przechowalnia tymczasowa- w większej zamrażarce



                                              no dobra, pączuszki  i ciastka też wzięliśmy...


Kiedy indziej, kiedy to marysia miała zły dzień i marudziła, wojtek zanurkował w śmietniku i jak gdyby nigdy nic wręczył jej naręcze róż mówiąc "żeby nie było, że Ci kwiatów nie daję" :


                                       

natomiast jeszcze przed świętami, poszukując pieczywa natknęliśmy się na pusty kubeł z dwiema smętnymi butelkami- jak się okazało jedna pełna mleczka do czyszczenia, a druga z połową płynu do mycia podłóg. całkiem z siebie zadowoleni parę godzin później zajżeliśmy do kontenera koło domu. i oto co znaleźliśmy:
                                 
czipsy- bynajmniej nie rozwalone i połamane jakby mogło się wydawać, pół butelki oleju, kolejne mleczko do czyszczenia, jabłuszko (;))...







... 2 litry nektaru, prawie 4 paczki makaronu, nieco połamane wafle, trzy serki śmietankowe...

co do napojów!
zapłacilibyście ponad 13 zł za sok? fakt, że 3 litry i zimno tłoczony i taki mętny i smaczny, ale my jednak wolimy wydawać pieniądze ciut inaczej. co nie zmienia faktu, że taki soczek to dobra rzecz...



... zwłaszcza jak za darmo :>


w sumie ostatnie dwa zdjęcia nie pochodzą ze śmietników dyskontowych, ale to dowód na to, że trzeba być czujnym:

bo na giełdzie, kiedy spodziewamy się znaleźć warzywa i owoce znajdujemy pół śmietnika mozzarelli.

                                   

  a w śmietniku przy zwykłym biurowcu, też można co-nieco wygrzebać (obieraczka też tam była.)



podsumowując: wszędzie może znaleźć się coś dobrego, trzeba tylko umieć to dostrzec (np. wojtek dzisiaj na spacerze z psem znalazł  ledwo napoczętą paczkę soli, a marysia wczoraj ponad kilogram ziemniaków- i nie, ani jedna z tych rzeczy nie była w śmietniku;)), a z czasem okazuje się, że jedzenie i inne wydatki prawie cię nie dotyczą.